sobota, 21 kwietnia 2012

342. Mało śmieszne.

Hehe, heh… nie zgadniecie kto do nas przyjechał… nasza kochana rodzinka. No po prostu żyć, nie umierać. -.- Ale może od początku. Poza tym, że Sylwia zmusiła mnie wczoraj do obejrzenia filmu „W jak wendeta”, który trwał do 00:30. Spać poszłam godzinę później. Obudziłam się trzy godziny później. Usłyszałam deszcz, ulewę, a potem grzmot. Burza – pomyślałam. Nie lubię tego. A potem błyski i dopiero po chwili był grzmot. Tak strasznie głośno. Odwróciłam się na drugi bok i zobaczyłam Misia leżącego u mnie na podłodze :) Zasnęłam.
A dziś wstałam sobie, umyłam się i włosy, w międzyczasie zadzwoniła babcia z Tczewa, no że wujek z ciocią i małym do nas jadą, a my takie AHA, fajnie wiedzieć w ogóle. Za to dostałam śliczny top i Sylwia również, ale to pokażę później, bo nie mam aparatu. Także no… idę poczytać Wasze blogi <3 A później pewnie pobawię się z małym, bo słodki jest no! :D Co nie zmienia faktu, że inaczej chciałam spędzić ten weekend.

1 komentarz:

  1. I jak Ci się podobał film? Bo ja go ubóstwiam :-D.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za odwiedziny i wszystkie komentarze :)
Drogi Anonimie, jeśli możesz wpisuj swoje imię ;)